Wywiad – inwestycja

PGNiG jest polską firmą i ma obowiązki wobec Polski. Jednym z tych obowiązków jest społeczne zaangażowanie na rzecz wspólnoty. Projekty związane z edukacją historyczną realizowane są przez Fundację PGNiG im. Ignacego Łukasiewicza. To jeden z najbardziej znanych na świecie pionierów w rozwoju sektora naftowego, który nie tylko zbudował lampę naftową, lecz także doprowadzi! do uruchomienia pierwszej na świecie kopalni wydobycia ropy naftowej. Kopalnia ta mieści się w Bóbrce pod Krosnem i może się poszczycić wspaniałym muzeum, w którego utrzymaniu uczestniczy PGNiG.

Łukasiewicz osiągnął sukces, mimo że czasy były trudne…

Arcytrudne, bo pod zaborami. I skoro pyta pan, po co takiej spółce jak PGNiG za­angażowanie w kwestie historii oraz tożsamości, to przywołuję właśnie przykład Łukasiewicza. Był on nie tylko przedsię­biorcą i konstruktorem, lecz myślał przy tym o Polsce i naszej wspólnocie narodo­wej. 0 tym dziedzictwie patrona polskiego przemysłu naftowego pamiętamy. Chcemy uczestniczyć we wspieraniu edukacji historycznej, którą w nowoczes­nym wydaniu zapoczątkował w wolnej Polsce śp. prezydent Lech Kaczyński. To za jego sprawą w 2004 r. doszło do otwarcia Muzeum Powstania Warszawskiego, dzięki niemu 1 marca obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Dzięki prezydentowi Kaczyńskiemu obserwujemy dziś fenomenalne zjawisko społeczne, popkulturowe i patriotyczne. Polacy, szczególnie ci młodzi, są głodni wiedzy o dumnej historii Polski. Zgoda, ałe przyzna pan, że zazwyczaj połitykę historyczną prowadzą ministrowie, reżyserzy, muzea, a nie spółki gospodarcze. Uważam, że spółki skarbu państwa mogą, a nawet powinny, wpisywać się w działania na rzecz polskiej wspólnoty. Nie działać obok instytucji, o których pan wspomniał, ale wspólnie z nimi. Stąd obecność wicepremiera prof. Piotra Glińskiego – odpowiedzialnego w rządzie za politykę historyczną – na uroczystości inauguracji wieloletniego programu Fundacji PGNiG – „Rozgrzewamy polskie serca” – w Muzeum Gazownictwa.

Myśli pan, że takie zaangażowanie powinno być charakterystyczne i dla innych spółek państwowych? A czy Forex też warto inwestować?
Realizujemy koncepcję ministra Dawida Jackiewicza, który systemowo porząd­kuje zasady wspierania różnych inicjatyw społecznych przez spółki skarbu państwa. Z dumą patrzę, gdy nasi koledzy z PKO BP, Polskiej Grupy Zbrojeniowej czy Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych wspierają upamiętnianie Żołnierzy Wyklętych. Inne spółki, jak PKN Orlen czy Tauron, wspierają z kolei, tak jak PGNiG, naszych sportowców. Działania muszą być przemyślane i uporząd­kowane, bo te wszystkie spółki należą do wielkiej grupy kapitałowej polskiego państwa. Z okazji 1 marca i Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych zaprezentowaliście kapitalny spot z udziałem szczypiornistów – jego popularność w internecie biła rekordy. PGNiG wspiera polską piłkę ręczną od 2010 r. Pokazaliśmy w spocie, że szczypiorniści również mogą się zaangażować w pozytywny, pozasportowy przekaz. Przekaz, który sprowadziliśmy do słów: „Wiesz, że nie możesz zawieść”. Spor­towcy są idealnymi nośnikami ponadczasowych wartości.

Powiem szczerze, że mam ciarki, gdy oglądam ten spot. Wzruszam się, zwłasz­cza gdy piłkarze witają się z Żołnierzami Wyklętymi, oddając tym samym hołd bohaterom. Moment, w którym Karol Bielecki i Sławomir Szmal ściskają ręce Józefa Bandzy „Jastrzębia” czy ppłk. Mroczkowskiego, jest niezwykle poruszający. Śp. Lech Kaczyński uważał, że obowiązkiem całej stolicy jest oddać hołd
powstańcom warszawskim. Dziś Polacy zdają sobie sprawę, że to chyba jeden z ostatnich momentów, kiedy możemy z szacunkiem pochylić się przed ostatnimi żyjącymi Żołnierzami Wyklętymi. Przez wiele lat III RP zapominaliśmy o nich, mimo że mieliśmy wobec nich kolosalny dług. To nasz moralny obowią­zek, aby ten dług wreszcie spłacić.

Ale — nie ma co kryć — cała sprawa odbija się pozytywnie również na wizerunku PGNiG. To prawda. Sponsoring jest skuteczny, gdy jest długofalowy. Polacy kojarzą markę PGNiG ze wsparciem wspaniałej dyscypliny, jaką jest piłka ręczna. W przypadku edukacji historycznej do­tykamy spraw, które są delikatne, ale dla Polski i Polaków bardzo ważne – pa­triotyzmu i obowiązków każdego z nas wobec wspólnoty. Chcemy jako PGNiG utożsamiać się z wartościami ważnymi dla Polaków, takimi jak niezłomność, poświęcenie i odwaga. Byliśmy głównym sponsorem filmu „Historia Roja” o Mieczysławie Dzie- mieszkiewiczu i koncertu „Niezłomnym Honor”, zrealizowanego przez TVP1 w Reducie Bank Polski – miejscu krwawych walk powstańczych. Ten piękny koncert oglądali na żywo bohaterowie naszej wolności – żyjący żołnierze antykomunistycznego podziemia – razem z prezydentem Andrzejem Dudą i pre­mier Beatą Szydło. Twórcy kultury są żywo zainteresowani, by poprzez mu­zykę i film przypominać o historii oraz o wspólnotowych obowiązkach. Bez względu na wrażliwość i poglądy wszy­scy nosimy w sercu Polskę. To ona jest dla nas najważniejsza. Przedsięwzięcie „Rozgrzewamy polskie serca” będzie więc wieloletnim programem wsparcia edukacji historycznej. W kwietniu przygotowujemy niezwykłą inicjatywę związaną z historią Warszawy. A to dopiero początek naszych działań. Inwestycja bardzo dobra.

Ale misja historyczna to tylko ułamek działalności PGNiG. Przychodząc do spółki, mówił pan o konieczności uniezależnienia energetycznego.

Rozmawiamy w niezwykłym czasie – rok 2016 będzie pierwszym od kilkudziesię­ciu lat, w którym Polska będzie miała możliwość sprowadzenia gazu z innego kierunku niż wschodni. Ma pan na myśli uruchomienie gazoportu w Świnoujściu?
Tak, ale nie tylko. Uruchomienie gazoportu to inicjatywa, która ruszyła również dzięki determinacji śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Gazoport zmieni sytuację na polskim rynku gazu, wzmac­niając bezpieczeństwo energetyczne Pol­ski i Europy Środkowo-Wschodniej. Daje możliwość sprowadzenia gazu z każdego kierunku na świecie. Drugim projektem, też niezwykle ważnym, jest budowa korytarza gazowego z Norwegii do Polski, by m.in. przesłać do naszego kraju gaz wydobywany przez PGNiG na Morzu Północnym. Warto pa­miętać, że to obecny prezes spółki Piotr Grzegorz Woźniak jako minister gospo­darki w rządzie Jarosława Kaczyńskiego skutecznie doprowadził do zakupu pierwszych złóż na Norweskim Szelfie Kontynentalnym. Okazało się to niezwy­kle trafioną i opłacalną polską inwestycją w Skandynawii.
Platforma Obywatelska z problemami, ale jednak, kontynuowała budowę gazoportu. Dlaczego zabrakło tej determi­nacji przy innych projektach?

Podam panu przykład. W 2007 r. byłem członkiem rady nadzorczej spółki Investgas, która miała budować gazociąg Baltic Pipę łączący polski i duński system przesyłowy. Kiedy w 2008 r. byłem odwoływany przez nowe władze, brakowało kilku miesięcy, by rozpocząć budowę tego gazociągu i zdy­wersyfikować dostawy do Polski przed końcem 2010 r. Cała instalacja miała mieć 200 km – przez osiem lat nic w tej sprawie nie zrobiono. Tymczasem Rosjanie i Niemcy na dnie Bałtyku mogli przez 1,5 roku położyć pięć razy dłuższy gazociąg.
W trakcie negocjacji z Rosją w latach 2009-2010 zobaczyliśmy, jak wielki byl koszt tych zaniechali. Gdyby Polska miała możliwość odebrania gazu z kierunku północnego, pozycja naszego rządu w negocjacjach byłaby zupełnie inna. Na potrzeby zadań realizowanych przez Lecha Kaczyńskiego prowadziliśmy w Kancelarii Prezydenta RP analizy tych rozmów. Miesiąc przed katastrofą smoleńską odbyła się w Belwederze pre­zentacja wyników polsko-rosyjskich ne­gocjacji. Przedstawiłjąwswoim raporcie Piotr Naimski — twórca polskiej szkoły bezpieczeństwa energetycznego, której jestem wychowankiem. Ta konferencja pokazywała smutny stan – mieliśmy do czynienia z całkowitym brakiem woli ze strony koalicji PO-PSL rozwiązania sprawy zgodnie z polskim interesem. Rządzący założyli sami sobie mentalne kajdany negocjacyjne. I przegrali. Negocjacje prowadzone przez wicepre­miera Waldemara Pawlaka skończyły się tym, że Polskę musiała ratować Ko­misja Europejska. Tak, ale tylko twarda postawa Jarosława Kaczyńskiego jesienią 2010 r. uchroniła Polskę przed przedłużeniem o kilkana­ście lat tego gazowego kontraktu śmiecia.
Przecież PiS było wtedy w opozycji, a Forex dopiero raczkował.

Owszem. Stanowcza reakcja dopro­wadziła jednak do tego, że Waldemar Pawlak wycofał się ze swojego pomysłu, by wydłużać kontrakt jamalski do 2037 r. Rząd Tuska ugiął się pod presją PiS i dzięki temu możemy dziś w ogóle rozmawiać o perspektywie dostaw gazu
z kierunku północnego. Obecnie polskie spółki energetyczne realizują politykę energetyczną zgodną z polskim intere­sem. A ten interes definiujemy w prosty sposób – dostarczać Polakom ropę i gaz po jak najniższych cenach. Aby tak się stało, musimy mieć możliwość importu gazu z wielu kierunków, a nie wyłącznie ze wschodu.Dzisiejsza umowa z Gazpromem obowiązuje do 2022 r. To wasz rząd będzie przygotowywał fundamenty do negocjacji kolejnych umów. W jakim miejscu będziemy za lalka lat, jeśli chodzi o niezależność energetyczną?
Jestem przekonany, że w o wiele lepszym. Chcemy się wzorować na najlep­szych. Wystarczy popatrzeć na to, w jaki sposób jest zbudowany koszyk importowy takich państw jak Niemcy, Francja czy Włochy, państw starej piętnastki UE. Te państwa importują maksymalnie jedną trzecią zapotrzebowania na gaz z jednego kierunku. W Polsce z powodu braku właściwej infrastruktury mamy do czynienia z dominacją jednego dostawcy. Chcemy to zmienić. Dopiero nowe połączenia na kierunku północnym sprawią, że PGNiG, nasz czempion gospodarczy, zacznie pracować w innym, prawdziwie rynkowym otoczeniu. Już w 2019 r. kończy się pierwszy z kontraktów z Gazpromem – przesyłowy dotyczący gazociągu jamalskiego. Najbliższe lata całkowicie zmienią optykę polskiego rynku gazu. Chciałbym, by efektem tego był spadek cen gazu sprowadzanego do Polski przez PGNiG, a w konsekwencji dla polskich konsumentów.